Podczas mojego sierpniowego pobytu w Lizbonie otrzymałem telefon od Aleksandry z zapytaniem o wolny termin na realizację reportażu ślubnego. Oczywiście zgodziłem się bez wahania. Choć pogoda w tym jakże ważnym dla nich dniu nie rozpieszczała, to tej dwójki dobry humor nie opuszczał ani na moment. Wspomniana para jako jedna z nielicznych, które miałem przyjemność fotografować nie była zestresowana faktem, iż za pare godzin powie sobie sakramentalne tak. Uśmiechy z ich twarzy nie schodziły, aż do chwili, kiedy opuszczałem ich wesele w bardzo dobrym nastroju. A był on z całą pewnością spowodowany atmosferą wytworzoną przez Olę i Huberta.

 

 

Wróć